Mgła mózgowa – Gdy system diagnostyczny zawodzi 
Mgła mózgowa jest zbyt często spychana do szuflady z napisem „psychika”, „stres” czy „przemęczenie”. Tymczasem to nie jest problem natury emocjonalnej. To konkretna, neurologiczna odpowiedź organizmu na infekcje odkleszczowe. Kiedy medycyna nie widzi przyczyny, ignoruje mechanizm, który dosłownie zaciemnia procesy myślowe. Wielu z nas latami słyszy, że
„wszystko jest w głowie”, podczas gdy w układzie nerwowym toczy się biochemiczna walka.
DLACZEGO MÓZG TRACI JASNOŚĆ? 

Neurozapalenie: Cytokiny zapalne, produkowane w odpowiedzi na infekcję,
bezpośrednio zakłócają przesył sygnałów między neuronami.
Hipoperfuzja (niedokrwienie): Zaburzenia mikrokrażenia powodują,
że mózg nie otrzymuje odpowiedniej ilości tlenu i składników odżywczych.
Dysfunkcja mitochondriów: Infekcje „kradną” energię komórkową. Jeśli mitochondria nie działają wydajnie, mózg jako najbardziej energochłonny organ odczuwa to jako pierwsze.
Zaburzenie bariery krew-mózg: Przepuszczalność bariery pozwala patogenom i toksynom
na bezpośrednie oddziaływanie na tkankę nerwową.
MUR DIAGNOSTYCZNY 

System diagnostyczny notorycznie myli mgłę mózgową z innymi jednostkami chorobowymi:
chorobę afektywną dwubiegunową lub reakcję na traumę.
co utwierdza system w przekonaniu, że problem jest „nienamacalny”.
KONIEC WALKI Z CIENIEM 

Mgła mózgowa to nie słabość charakteru ani „wymysł”. To objaw neurologiczny, za którym stoi realny wróg. Nazwanie tego wroga po imieniu czy to Borelia, Bartonella czy Babesia to jedyny sposób, by przestać leczyć objawy, a zacząć odzyskiwać kontrolę nad własnym umysłem.
Twoje zdrowie poznawcze zależy od znalezienia źródła tego zapalenia.
